Taka jestem zapracowana...
Link 11.12.2006 :: 13:26 Komentuj (0)
Taka jestem ostatnio zapracowana, ze nawet zarzucilam prasowanie, choc wiem ze to wielce nieelegancko sie do tego przyznawac, zwelaszcza ze posiadam przepiekny wielokanalowy i mulitparowy przyzad do prasowania.
Sadze ze ma jeszcze cala mase innych funkcji, jak bede wolniejsza to se na nim grzanke zrobie.
A jak na razie biegam latam dzwonie informuje rozdzielam zadania opiekuje sien i zdaje sprawozdania. Nawet tlumaczyc mi porzychodzi i taksowka jezdizc- slowem wszystko na mej swietnie ufryzowanej, choc przepracowanej glowie.
Ale jako ze taksowkarze przemili i pod sama klatke mnie woza to nie narzekam.
Juz widze jak Ci spod jedynki- co raz na mnie krzyczeli ze sobie recznik w miami beach topless na boalkonie- bo byl przeciez mokry a slonce prazylo wywiesilam- umieraja z zazdrosci i pomstuja:
"Ach ta Arabelka, ta to sie w zyciu ustawi, tylko patrzec jak meza znajdzie co i kariere i pieniadze i ponmyslunek i serce dla niej miec bedzie"
O wlasnie!
Ale o mezach to nastepnym razem.
A ja caluje Was w najdrobniejsze krysztalki diamentow zlotych serc Waszych.
A.
Bo ja jezdze metrem a tam wciaz reklamy
Link 06.12.2006 :: 17:25 Komentuj (2)
A ta z Kombi to se usta tak szminkuje ze az Szannel.
A kiedy wychodze ze stacji centrum(od tylu bo ja nachalna nie jestem w oczy sie rzucam za bardzo nie lubie i w ogole jestem skromna z natury) to mnie kordon policji zatrzymuje jakbym to ja w tej mojej siatce co ponoc jak z przyszlej kolekcji Luji Witą jaka bombe niosla. A pewnie ze bombe niose!
Bombowa kiecke!- mowie uprzejmie funkcjonariuszowi.
A on mi na to, nie powiem ze najuprzejmiej, ze juz na druga strone marszalkowskiej ze tu co najwyzej to do autobusu mozna, a ja mu na to ze ja metrem jezdze wylacznie, to on ze moj problem i ze na pytania odpowiada rzecznik policji a nie funlkcjonariusz.
Wiec sie duma uniosla obcasem stuknelam obrucilam sie zamaszyscie i na druga strone poszlam.
Koniec koncem okazoalo sie ze w domach centrum wlasnie bombe rozmontowuja, prawdziwa- nie kiecke, tam bombowej nie uswiadczysz...
Trace wiare w te nasza policje kiedys to damie pomagali siatke z zakupami niesc teraz nawet sie nie usmiechna.
A ten jeden to nie powiem nie najgorszy, bardzo by ci Kareninko do gustu przypadl.(taki szpakowaty)
A jeden Moniko Zydowo to nawet chyba mial z Toba romans, no chyba ze myle go z tym docentem...
Mniejsza o to.
Caluje was prosto w krysztal waszych serc.
Wasza A.
Łódź to miasto węgla i stali( czyli w drodze do perły Górnego Śląska)
Link 05.12.2006 :: 16:30 Komentuj (1)
Wzięłam i wyjechałam. Napisałam Kareninie, że sory że na żaden teatr ani żadne tańce mnie nie wyciągnie, że się biorę i wyjeżdżam, że jak mi zawsze radziła jakaś przygodę chce sobie przeżyć.
Zakupiłam bilet spakowałam, co przedniejsze szpilki, słupki i koturny, upchałam żorżetowa pink mini wełniane skarpety i szal z soboli i z pieśnią na ustach, (bo miłość ma to potęga burz i wichrów moc tak wielka jest hoho!) Ruszyłam o poranku na dworzec centralny.
Owszem serce mi się kroiło jak pomyślałem o tych wszystkich dziarskich zuchach, co z podwarszawskich wsi i miasteczek do stolicy na weekend zjeżdżają, ze mnie nie zastaną i ze wszystkich biedna Karenina będzie obsługiwać musiała. Ale co postanowione to postanowione, na mnie już przecież czekają!
Wilczyca królowa Dolnego Śląska, artystka, co się zowie, co z aparatem wciąż po Wrocławiu lata, już pewnie mi krupnik gotuje, a może i nawet kiełbasę, jaką mi smaży?
Co się działo w przedziale to opowiadać nie będę. Napomknę tylko o przystojnym inżynierze, co obok mnie siedział, szarmancki walizkę mi położył i herbatą z termosu częstował, a chłopak światowy nie powiem, bo opowiadał mi jak to w Ciechocinku autobusem jeździł. Miejskim.
Dojechałam a Wrocław cały rozkopany. Od przystanku do przystanku, obładowana niczym zamożna Rumunka biegać musiałam i mimo że wszyscy bardzo chętni do pomocy to jakoś nikt nie wiedział, który autobus mi pasować będzie. Po raz kolejny wyszło szydło z worka ze ja to mam ciężkie życie bo rękawiczki na dnie samym wiec zmarzłam jak cholera, ale że i szczęście bo w końcu dojechałam, a bilety to oni rzeczywiście drogie maja, u nas w Warszawie to za tyle ja przez dwa miesiące jeżdżę!
Jak się tylko z wilczycą ujrzałyśmy to se w ramiona i hulanka i swawole i się nacieszyć sobą nie mogłyśmy, a ze pora młoda była to jeszcze po jej taka koleżankę zadzwoniłyśmy. Ona (Kryska) to się dobrze ustawiła, nie powiem.
Za mąż młodo wyszła, a małżonek to i zamożny i stateczny i miły i uczynny. Bo pewnie ze lepiej starszy a stateczniejszy niż młodszy a wiadomo co! A i mieszkanie ma piękne, na Kasprowicza (willa jak się patrzy, nowoczesna jak z francuskiego kina, jak z Godarda), a i ubrania szykowne, mądra fakultety robi, no jednym słowem idealna kompania dla Arabelki. Wiec one z Wilczyca se do sauny pojechały, niby patrzeć, ale ja już wiem ze one pierwsze we Wrocławiu gimnastyczki wiec pewnie nie tylko na tym się skończyło. Ja w tym czasie kąpiel z piana na pół metra wzięłam, się wypachniłam, kolacje zjadłam, zupa kary pycha! (Choć lubię też krupnik)
Ubrałam najmodniejsze słupki fikuśne skarpeteczki i piękną kieckę z różowej żorżety w małe fioletowe kwiatuszki i tak wystrojona na bal pognała,.
Wchodzę patrzę, no i co oczywiście gimnastyczki pewnie wciąż ćwiczą, bo ni widu ich ni słychu. Przeto do baru idę zamawiam pije, zamawiam pije zamawiam podchodzę zamawiam i pije i podchodzę- tak tam tanio moje drogie ze to naprawdę grzech i rozpusta. Ale wracajac do miejsca. Czyli najlepszego dansingu w perle Dolnego Śląska. Wystrojony jest jak ja na dożynki. Przy każdej ścianie loże do siedzenia ukryte pod dachem ze strzechy niepalnej, obok magiczne kaganki powiewające płomieniami, a na strzesze koguciki garnczki kominiarze- wszystko wypchane, a jak żywe! Na środku parkiet do tańczenia, kule stroboskopy, kule hule i hulanki.
Co ja mówić będę tak się wytańczyłam tak się wybawiłam, tyle serce tych wrocławskich wieczorów złamałam ze wciąż czuje się wczorajsza,(nawet na pokute lakier se zmylam).
Wiec kończę ściskam i w samo serce Was całuję!
Wasza A.
Witam was serdecznie!
Link 30.11.2006 :: 13:11 Komentuj (1)
No i jestem.
Zawsze jakoś gdzieś się to tu to tam przejawiałam, jawiłam jak zakazana wisienka.
A ostatnio pod wpływem częstego stanu wskazującego na, po prostu zostałam zauważona i nazwana. I to od razu z wyrzutem: Arabelka, ale ty głupia jesteś! I tak to już wygląda moje Życie.
Jest ciężkie pełne boleści, ale również kolorowe pełne słodyczy i migoczące błyskotkami. Jak arabelki. Bo ja już jestem. I chyba już nie zniknę.
Nazywam się Arabelka i zapraszam do mojego życia.
A Zycie to ja mam niełatwe oj nie.
Wczoraj gości do siebie prosiłam a dzielnice mam piękną zielona i bezpieczna wiec bez wstydu napisałam wszystkim w esemesie ze
Arabelka zaprasza na swe włości i żeby każdy po jakimś artykule spożywczym i monopolowym, bo przecież ja biedna, ale tak to Se razem cos jak na Magdzie Em ugotujemy.
Ale jak to w życiu bywa, a w moim szczególnie, okazałam się być sprytniejsza i trochę wody trochę soli trochę tego i owego i już piękne danie wystawne tanie w przygotowaniu i w ogóle pychota było nauszykowane( jak mój były mąż zwykł mawiać, ale o nim może kiedys indziej).
W każdym razie zrobiłam te tarte. I bardzo wszystkim smakowała. I tance były do białego rana, a ja nie wiedziałam ze tak dobrze mi się będzie gibać w tych brąz botkach. Choć raz upadlam na Marcina, a on dobra partia dużo zarabia i dobre tez ma serce, ale stara się ze niby wcale nie. A on pijaniuśki, choć zaradny, bo sam zorganizował wycieczkę do monopolu 24h ale ja nie poszłam, bo o dobre bimie w dzielnicy mojej dbam i pięknie się zawsze kłaniam i z uśmiechem siatki z zakupami do domu wnieść pomagam. A jak wrócili to ja już zrezygnowana ze nikt już na mnie nie patrzy ze dziewczyny się w łazience zamykaja. Wiec chyżo do kuchni a tak chłopaki stoją konwersują, o seksie i innych takich. A ja mimo ze z dobrego domu i swe zasady mam to tez czasem poświntuszyć lubie wiec w ruch poszły doświadczenia opowieści i żarciki. Przytaczać nie będę, bo nie wypada żeby przy pierwszym z wami spotkaniu od razu brudy wyciągać. Ale powiem tylko ze na sam koniec to jeszcze buteleczkę małą znalazłam wiec Se ja w nozdrza wcisłam i potem spać poszłam.
Teraz sprzątnia mam conie miara, ale cieszę się ze ten lakier czerwony to wodoodporny i wcale się nie zdziera. Śmierdzi ponoć bardzo ja już tych fajek nie czuje, ale profilaktycznie wietrze dom, ze Az się chyba zaziebia, wiec lecę po swetr (żółty piękny z wielkim golfem i takimi ozdobnymi dziurkami na rękawach).
Całuje w samo serce.
Wasza A.